We śnie dostrzegłem

 

We śnie dostrzegłem

I pobiegłem za nim

Na oślep pożegnałem

Się z utartymi drogami

Krętymi pozami

Cwanych tego świata

Sprytnych zachowań

Synów ciemności

W których så ugruntowani

Dajåc im efekty

Bycia akceptowanym

Przez sobie podobnych

Ach co za nuda i niewygoda

Chodzić w tej masce

W krainie pozorów

I wyrachowania

Słów pozbawionych znaczenia

Jak wszystko w tym świecie

Posunięć wykalkulowanych

Żeby osiågnåć coś w niczym

Mdłych spojrzeń

Jak można pozostawać

Przez dwadzieścia cztery

Godziny nieszczerym?

A ci co im się wydaje

Że så na ścieżce duchowej

Pożal się Boże

***

We śnie dostrzegłem

I pobiegłem za nim

W stronę jawy

Pozostawiłem bez wahania

To co znane

Owszem znajduję na bezdrożach ślady

Wyryte w sercach skamieniałych

Lub wypiasne w powietrzu ogniem

Pozostawione przez tych którzy kiedyś

Jak ja podåżali

Za srebrnym jednorożcem

***

Ale co tam

Kiedyś strach minie

I opadnå maski

Gra się znudzi

I każdy w swojå

Drogę wyruszy