Na katafalku

 

Na katafalku marmurowym chłodnym

Spoczywa ciało krew którego nie ostygła całkiem

Świece rzucają blask elegancki poważny

Drżący w przeciągu pozagrobowego czasu

Czyje to ciało?   To jest ciało moje

Które za was i za wielu zostanie zjedzone

Już się zlatują upiory demony diabły duchy głodne

Najpierw mi oczy zjedli mózg rurką wyssali

Z mięśni kotlety tłuszcz już przetopiony flaki  w kotle ugotowane

A z kości zrobią pałki instrumenty flety i piszczałki

Włosy paznokcie rozsypią z wiatrem na wietrzną niepamięć

Wszystkie narządy zostały zjedzone na surowo

Serce zjadł główny demon groźny jak z horroru

O płuca i wątrobę tak walczyły diabły

Żaden z nich jej nie zjadł bo się pozabijały

Chwycił ją w końcu upiór i zwiał zaraz

Ach muszę przyznać czuję się wspaniale

Tak lekko i świetliście nie czułem się dawno

Długi zostały spłacone nic mi już nie ciąży i nie waży

Ścieżką wyruszam swoją szlakiem ptaków podniebnych