Myślałem że już nie wierzę w zmartwychwstanie

 

Myślałem że już nie wierzę w Zmartwychwstanie

Z satysfakcją powiedziałem o tym Jezusowi

Pięćdziesiąt lat dałem się nabierać na takie bzdury

Chyba nikt inny oprócz mnie nie był tak naiwny

Ludzie muszą udawać jedni przed drugimi

Wyprali im mózgi kiedy byli dziećmi

Pytam się teraz ciebie czy w to wierzysz?

Ja wierzyłem w taką niedorzeczną fabułę

A mimo to Jezus do mnie nie przyszedł

I Święty Duch nie zstąpił na mnie

Mimo że się modliłem

Prosiłem o oświecenie

Prosiłem żeby mnie uwolnił od alkoholizmu i narkomanii

Musiałem sam iść na terapię

Choć przyznam że jest dużo rzeczy

Za które jestem wdzięczny

Jednak ocalałem

Czuję się całkiem dobrze

Żadna z moich kości nie została złamana

Mimo że jeździłem motocyklem

Trzysta kilometrów na godzinę

Teraz siedzę w obcym kraju

Z dala od dzieci i ukochanej

Wszystko straciłem a jednak mam nowe

Myślałem że już nie wierzę w zmartwychwstanie

Nie w sensie metaforycznym ale dosłownie

Co to za bzdura? Co oni też wymyślili?

W tradycji dzog czen w Tybecie

Nazywa się to osiągnięciem świetlistego ciała

I trzeba całe życie praktykować

Po siedmiu dniach po śmierci

Zostają tylko włosy i paznokcie

I tęcze wokoło

Czytałem że świadkami takiego zdarzenie

Była chińska komunistyczna delegacja

W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku

Ale w Tybecie wierzą nawet w smoki

I w ogóle w różne dziwy wierzą

Pomyślałem że to przykre nie wierzyć w Zmartwychwstanie

Poczułem że mi zamyka umysł taka niewiara

Dobrze mi jest żyć z otwartym umysłem

Wszystko jest możliwe

Niech tam sobie ludzie przed sobą udają

Że wierzą w zmartwychwstanie

Niech sobie klękają

Niech się tego wstydzą

Niech się nawet nad tym nie zastanawiają

Odpuszczam wszystkie żale

Spoglądam życzliwie

Jezus wzrusza ramionami