Dobermany

 

Facet budzi się rano

W nie najgorszym nastroju

Coś mu się przypomina

Nie pamięta dokładnie

Coś miał zrobić

Może miał umyć głowę?

Albo pościelić łóżko?

A może kwiaty podlać?

Zjeść śniadanie?

Coś mu nie daje spokoju

Więc improwizuje

Eliminując krok po kroku

Ewentualne zadania

Wreszcie już wie

Ach co za ulga!

Facet opuszcza mieszkanie

Podchodzi do solidnych czarnych drzwi

Na tyłach domu

Skąd dobiega warczenie

I groźne ujadanie

Facet ma nieprzytomny wyraz twarzy

Wygląda jak w transie

Wyjmuje klucz przekręca zamek

Odgłosy z drugiej strony drzwi

Się intensyfikują

Coś w te drzwi wali

Widać że ledwo wytrzymują we framudze

I wtedy facet się otrząsa

Jakby dopiero zrozumiał co zrobił

Jakby dopiero sobie uświadomił

Próbuje zamknąć drzwi

Na powrót kluczem

Ale klucz wpada mu do kałuży

Drzwi są zamknięte tylko na klamkę

A klamka razem z drzwiami podskakuje

Facet rozumie już co zrobił

I że już jest za późno

Rzuca się do ucieczki

Pędzi na oślep przez ulicę

O mały włos nie został rozjechany przez autobus

Przedziera się przez jakieś krzaki

Cały już podrapany i zdyszany

Przebiega szosę szybkiego ruchu

Słychać klaksony ale znowu się udało

Wpada do lasu

Nawet nie zdaje sobie sprawy

Że jest w pidżamie

Po drodze zgubił kapcie

Biegnie boso

W tym czasie drzwi się otwierają z hukiem

Z rozmachem uderzają w ścianę

Klamka została zwolniona psią łapą

Wypadają z impetem cztery dobermany

Cztery złaknione krwi piekielne bestie

Z przerażającym ujadaniem

Na pełnej prędkości

Ruszają w pościg za swoją ofiarą

I nieomylnie jego śladem

Nawet nie zwalniając

Bez szwanku pokonują ulicę

I przelotową trasę

Już są w lesie

Pomiędzy drzewami

Facet który dalej boso

Biegnie na złamanie karku

Za chwilę je usłyszy już je słyszy

On jest na skraju totalnego wyczerpania

Dystans się zmniejsza drastycznie

On się potyka i zatacza

Psy w pełnym cwale

Już go widzą

Cztery piekielne warczące

Maszyny do zabijania

Facet nie może złapać oddechu

Psy są tuż za nim

On wie że od ataku

Dzielą tylko sekundy

I wtedy coś się dzieje znowu

Z wyrazem jego twarzy

Śmiertelne przerażenie

Zamienia się w spokój

Facet się zatrzymuje

I odwraca przodem

Prosto na linii

Nadbiegających dobermanów

Które właśnie lecą

W sprężynowym skoku

Dwa z tyłu dwa z przodu

Z obnażonymi zębami

Krwi złaknione

Zaprawdę piękny

I przerażający jest to widok

Czterech piekielnych dobermanów

W decydującym na ofiarę skoku

Jakby film całkiem zwolnił

Facet stoi wyprostowany

Twarz ma odprężoną

Oddycha szybko i głęboko

Podnosi obie ręce w górę

Zamiast się zasłonić

Oczy ma całkiem spokojne

Nieruchome

On stoi a psy w wyskoku

Lecą żeby zatopić w nim zęby

I wtedy dzieje się coś niezwykłego

Psy przelatują przez niego na wylot

Przechodzą jak hologram

Jak światło przez szybę

Stają się dobermany

Te bestie piekielne

Coraz mniej materialne

Lecąc w powietrzu

Zupełnie się rozpływają

Ich wściekłe ujadanie

Ścisza się stopniowo

Tak jak ich obraz

Wszystko wraca do normy

Facet jest tak wyczerpany

Że ledwo dyszy choć głęboko

I ledwo stoi

Zaczyna w końcu

Bardzo wolnym krokiem

Wracać do domu

Mruczy do siebie

„No dzisiaj to już

Mało brakowało”

 

 

 

 

 

 j

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s